Obcy atakuje!

Już tłumaczę.
Choroby pasożytnicze to kategoria zakażeń, w której mieści się niezwykle obszerna liczba patogenów i schorzeń. Jeśli piszemy o nich jako o całej grupie, okazuje się, że pasożyty mogą wywołać wszystkie objawy świata. Taki punkt widzenia do nikąd nas jednak nie prowadzi. Myśląc w ten sposób - co by się nie działo z dzieckiem - przychodzi taki moment, kiedy ktoś wpada na pomysł, żeby zbadać malucha pod kątem pasożytów. Pytanie - jakich i skąd nasza pociecha miałaby je wziąć? Kraje tropikalne o ciepłym wilgotnym klimacie, a do tego słabym zapleczu sanitarnym i braku standardów dotyczących badań produktów spożywczych - faktycznie sprzyjają wielu paskudztwom, ale u nas pasożytom wcale nie jest tak dobrze.
To, czego rodzice mogą dowiedzieć się na temat chorób pasożytniczych w internecie przyprawia o gęsią skórkę. Wraz z zespołem dzielnych badaczy przeanalizowaliśmy pod kątem merytorycznym informacje dotyczące chorób pasożytniczych dostępne na pierwszych 39 stronach internetowych, jakie pojawiają się kiedy szukamy informacji w wyszukiwarce Google. Praca nie była łatwa - teksty wiały czasem grozą, nieraz krztusiliśmy się ze śmiechu, ale tak całkiem serio - to wyniki naszej analizy są naprawdę przerażające.
W 60% artykułów znajdowały się błędne informacje dotyczące objawów chorób pasożytniczych. Niemal 37% postów zawierała błędne informacje na temat zalecanych metod diagnostycznych. Ponad 26% artykułów odwoływała się do metod medycyny alternatywnej, natomiast faktycznie rekomendowane, zgodne z aktualną wiedzą medyczną metody leczenia wskazane były jedynie w 36,6% dostępnych tekstów. Wyczerpujące i prawidłowe metody profilaktyki chorób pasożytniczych wskazano jedynie w 53,3% postów. *Niemal codziennie spotykam w pracy dzieci, które miały wysunięte nieuzasadnione podejrzenie choroby pasożytniczej. i które były leczone z tego powodu. Skala zjawiska przekracza zdecydowanie najśmielsze przewidywania epidemiologiczne chorób pasożytniczych w naszym kraju! Ankieta, którą prowadziłam na blogu także to potwierdza. Stąd potrzeba niniejszego artykułu.
Podsumujmy pułapki, w jakie łatwo wpaść w pasożytniczej paranoi.
1. Niewłaściwe przesłanki do wykonania badań parazytologicznych.
Częstym scenariuszem jest wykonywanie badań w kierunku chorób pasożytniczych, nie dlatego że podejrzewana jest konkretna choroba, ale dlatego, że dziecko ma niewyjaśnione objawy. Generalną zasadą w medycynie powinno być wykonywanie badań, które mają uzasadnienie, a nie - wszystkiego co oferuje laboratorium, bez opamiętania, bo "jeszcze to możnaby sprawdzić". Jeśli podejrzewamy chorobę pasożytniczą, to dlaczego i jaką konkretnie? Nie można mówić o "dziecku chorym na pasożyty", tak jak nie mówi się o osobie chorej na wirusy albo chorej na bakterie. Rozpoznanie "choroba pasożytnicza" to de facto żadne rozpoznanie. Są dzieci z owsicą, z lambliozą, rzadziej z toksokarozą, bardzo rzadko z glistnicą - każda z tych chorób to odrębna jednostka o zestawie typowych, ograniczonych objawów klinicznych wywołanych przez zróżnicowane organizmy.2. Sięganie po niewłaściwe narzędzia diagnostyczne lub brak takowych.
Jak wskazują Wasze doświadczenia - najczęściej wykonywane badanie w kierunku pasożytów, to badanie kału na obecność cyst i jaj. Tu pojawia się pierwsza pułapka – w badaniu mikroskopowym jaja pasożytów, np. glisty ludzkiej są trudne do odróżnienia od pyłków i drobinek roślinnych. Proszę mi wierzyć - większość aktywnych zawodowo laborantów nie miała w swojej praktyce okazji "naoglądać się" jaj pasożytów, ponieważ (z wyjątkiem owsicy i lambliozy) są to w naszym kraju rzadkie choroby. Czasy ich świetności przeszły do historii wraz z likwidacją "wychodków", zwyczajem nawożenia pól i ogródków ludzkimi odchodami oraz dzięki wdrożeniu systemu nadzorowania produktów spożywczych. Zdarza się zatem, że w badaniu mikroskopowym opisano obecność jaj glisty ludzkiej (jej najczęściej dotyczą pomyłki), ale w badaniach weryfikujących wyniki w Sanepidzie w województwie dolnośląskim od lat nie stwierdzono glistnicy.Czasem (z mojej praktyki i z ankiety wynika, że coraz częściej) wykonywane są zupełnie absurdalne badania jak biorezonans. Nie wiem, czy w ogóle można mówić o badaniu wobec metod opartych na ... czarach? Kolekcjonuję wyniki dzieci, u których tą magiczną metodą wykryto glistę ludzką. Maszyna jest tak "dobra", że rozróżnia nawet płeć glisty i jej wiek! Jakoś podejrzanie często, zawaham się nawet wysunąć podejrzenie, że zawsze - są to osobniki męskie albo młode (niezdolne do złożenia jaj, więc jeśli ambitny laborant nie znajdzie nawet pyłków w tradycyjnym badaniu kału, teoretycznie nie świadczy to przeciwko wynikowi cud-maszyny).

Podsumowując, w przypadku zdecydowanej większości chorób pasożytniczych - badania serologiczne, czyli badania przeciwciał w krwi nie są rekomendowaną metodą diagnostyczną.
3. Niewłaściwe przesłanki do podjęcia terapii.
Standardowy scenariusz wygląda następująco: są objawy rzekomej choroby pasożytniczej (np. wspomniane zgrzytanie zębami), są wyniki badań w kierunku pasożytów (np. dodatnie przeciwciała przeciw gliście ludzkiej) - więc jest i potrzeba leczenia. Doktor dumny, że zdiagnozował, rodzic przerażony wizją "obcego" buszującego w organizmie dziecka, ale i szczęśliwy - bo wreszcie wie co mu dolega (choć pasożyt nie zawsze zostaje nazwany po imieniu). Znaleziono wytłumaczenie dla objawów, jest zatem i nadzieja na wyleczenie. Niestety często od początku budowana na niewłaściwych przesłankach.Muszę poruszyć jeszcze jedno niepokojące zjawisko jakim jest profilaktyczne, nieraz regularne odrobaczanie dzieci. W krajach rozwiniętych nie ma potrzeby faszerować dzieci lekami (nie pozbawionymi działań niepożądanych) "na wszelki wypadek". Akcje masowego podawania leków przeciw-pasożytniczych nadzorowane przez odpowiednie organizacje, t.j. WHO prowadzone są w REJONACH ENDEMICZNYCH w krajach rozwijających się. Leki przeciw-pasożytnicze powinny być podawane raz w roku w krajach, w których choroby przenoszone drogą skażonej ziemi dotyczą 20% populacji i 2 razy w roku w krajach gdzie dotykają 50% populacji. Jeszcze raz podkreślam - w Polsce nie ma takiej potrzeby, nie ma ku temu wskazań, nie ma takich zaleceń. Dla wzmocnienia przekazu - NIE odrobaczam swoich dzieci, które owszem - bawią się w piaskownicach, uczęszczają do przedszkola i mają dziadków na wsi. Wpajam im zasady higieny i sama o nią dbam. To absolutnie wystarczy.
4. Niewłaściwe wnioski po przebytym leczeniu
Terapia przeciw-pasożytnicza opiera się na lekach, które mają bardzo silne nieswoiste działanie przeciwzapalne. To znaczy, że często, niezależnie od powodów dolegliwości, przynoszą przejściową poprawę samopoczucia, a nawet poprawę wyników niektórych badań krwi (np. zmniejszenie liczby eozynofilów). Poza tym, jeśli istnieje jakiś sensowny biorezonans, to są nim właśnie dzieci. Spokój wewnętrzny rodzica odbija się w złagodzeniu wielu dolegliwości u dziecka. W efekcie utwierdzamy się w przekonaniu o sukcesie terapeutycznym. Przynajmniej na chwilę... Niestety kiedy objawy wracają - przychodzi zmierzyć się z problemem na nowo. Czy wierzyć w nieśmiertelność pasożytów? Czy w to, że z jakiegoś powodu szczególnie upodobały sobie nasze dziecko i wracają raz za razem? Oba stwierdzenia są równie absurdalne i szkodliwe, gdyż odwracają uwagę od prawdziwych, nadal nie zdiagnozowanych przyczyn dolegliwości, a do tego narażają dzieci na niepotrzebne leczenie.Pasożyty - rzeczywiste podejście do problemu w Polsce XXI wieku
Spróbujmy na nowo przyjrzeć się problemowi chorób pasożytniczych. Odłóżmy emocje na bok i przeanalizujmy razem to, jakie stworzenia faktycznie mogą chcieć zamieszkać w organizmie naszych pociech. Skąd bierze się zakażenie, jakie objawy temu towarzyszą, jakie badania i kiedy mają sens oraz kogo i jak leczyć?
Przede wszystkim musimy przestać traktować pasożyty jako jedność. Choroby pasożytnicze to niezwykle zróżnicowana grupa schorzeń. Bardzo duże znaczenie w etiologii zakażeń ma szerokość geograficzna oraz standardy higieniczne miejsc, które odwiedzamy. Jeśli zatem nie przywieźliśmy "przyjaciela" z wycieczki w tropiki, lista możliwych pasażerów na gapę jest dosyć krótka.
Najczęstszymi chorobami pasożytniczymi w Polsce są owsica i lamblioza. Zdecydowanie rzadziej mamy do czynienia z toksokarozą, do kazuistyki przechodzi glistnica. O każdej z tych chorób będzie można przeczytać w kolejnych postach.
Tymczasem, gwoli podsumowania - zdarzało mi się diagnozować i leczyć dzieci z różnymi chorobami pasożytniczymi, ale najwięcej pasożytów z jakimi miałam okazję rozprawić się w swojej karierze zawodowej, to te wyimaginowane.
__________________________________________________________
*Kamila Ludwikowska, Leszek Szenborn, P. Jasińska, M. Labus, A. Kwiecień.: What information about the parasitic diseases parents can find on the internet
35th Annual Meeting of the European Society for Paediatric Infectious Diseases - ESPID 2017. Madrid, Spain, May 23-27, 2017 [online abstracts]; poz.ESP17-0483
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz